„Życie muzyka to ciągły konkurs.” Rozmowa z Anetą Nurcek

fot. Simona Skrebutėnaitė

O trudnym zawodzie artysty i o życiu na walizkach z Anetą Nurcek –
pochodzącą spod Rzeszowa studentką Wydziału Wokalno-Aktorskiego
Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy rozmawia Karolina Mrozek.


Kim chciałaś zostać, będąc dzieckiem? Tylko nie żartuj, że piosenkarką, bo nie uwierzę.

Geografem! Chociaż w dzieciństwie nie znałam tego słowa. Pamiętam, że czasem myślałam o tym, siedząc pod klonem i obserwując chmury – zawsze wolałam obserwować niebo w ciągu dnia niż w nocy (nocą bałam się, że nasza część kuli ziemskiej może być w niebezpieczeństwie, bo jest odwrócona tyłem do Słońca; dla sprostowania – te lęki pochodzą z dzieciństwa, ale są nadal aktualne…).

Chyba po części się sprawdziło, bo wiedzę o świecie zdobywam, spędzając setki godzin w pociągu i jeżdżąc po całej Polsce. Kiedyś nawet przyszło mi do głowy, by policzyć, ile godzin mojego życia już przejechałam przyklejona do szyby pociągu, obserwując po kolei pory roku… Może kiedyś moje bycie „geografem” poszerzy się o więcej krajów i kontynentów? Kiedy już odwiedzę wszystkie parki narodowe w Polsce, ruszę w drogę, by poszerzyć horyzonty. Zawód muzyka tylko ułatwi sprawę.

Było typowo? Nauczyciel w szkole odkrył u Ciebie wielki talent i tak to jakoś się potoczyło?

Wyrażenie „nauczyciel w szkole” od razu kieruje moje myśli do historii ze szkoły podstawowej. Wtedy wykorzystywałam to, że mieszkałam bardzo blisko szkoły i chętnie korzystałam ze sceny znajdującej się na korytarzu. Śpiewałam to, co przychodziło mi do głowy. Dodam, że to były czasy, kiedy królowało Ich Troje. I tak dawkowałam uczniom w klasach moje zdolności artystyczne, śpiewając na cały głos. Nie potrzebowałam mikrofonu (to chyba dlatego do tej pory go nie potrzebuję – śpiew klasyczny rządzi się swoimi prawami). Moja „kariera” rozwijała się do momentu, kiedy jeden z nauczycieli poprosił rodziców, żeby wypuszczali mnie do szkoły nieco później, bo przeszkadzam innym w lekcjach…

A tak naprawdę to właśnie moim pierwszym nauczycielom zawdzięczam to, że pokazali mi, czym jest muzyka. Są takie momenty w życiu, w których szczególnie chcę im za to podziękować. Zapewne to jeden z nich. Dziękuję więc Pani Justynie Szeli-Adamskiej, która pierwsza wskazała mi drogę do szkoły muzycznej, a przede wszystkim dziękuję Pani Stanisławie Mikołajczyk-Madej, która przekazała mi pasję do śpiewu, uczyła stawiać pierwsze kroki w tym trudnym zawodzie i dała podstawy do tego, bym mogła się rozwijać. Teraz już rozumiem, co miała na myśli mówiąc, że najważniejszą pracę muszą wykonać nauczyciele szkoły średniej, którzy dają zaczątek temu, by ktoś następny mógł tę pracę kontynuować, bazując na tym, co już zasiane. Byle prawidłowo. Jestem więc wdzięczna za ten fundament. Nie mogę pominąć Pani Małgorzaty Walkiewicz – osoby, od której zaraziłam się wrażliwością! Dziękuję też pozostałym pedagogom, których nie sposób wymienić, a którzy pokazali mi, że muzyka to prawdziwe piękno.

fot. Radosław Kucharz

Pierwsze muzyczne wspomnienia to…?

Moje pierwsze muzyczne wspomnienie to czasy zerówki. Pamiętam, że umiałam wtedy już czytać i pisać, czego nie potrafiły jeszcze wszystkie koleżanki. Aż żal było nie wykorzystać tego faktu. Dlatego pewnego razu przybyłam do szkoły z piosenką na ustach. A kiedy ją kończyłam, zaczynałam ponownie. I trwało to bardzo długo. Nie odpowiadało to moim koleżankom, dlatego wymyśliłam niecny plan. Napisałam im wiadomość, że przestanę śpiewać, jeśli… one to przeczytają. Chyba nie muszę przypominać, dlaczego mogłam śpiewać dalej (śmiech).

Kolejne wspomnienia to lokalne konkursy, koncerty z chórem dziecięcym, aż do czasu poważnej styczności z muzyką, czyli okresu, kiedy uczęszczałam do Zespołu Szkół Muzycznych nr 1 w Rzeszowie. I wtedy wszystko się zaczęło… Szkoła muzyczna pochłaniała wszystko. Niejednokrotnie wychodziłam z niej ostatnia, tak bardzo fascynowałam się tym, czego się tam uczyłam. Teraz moją rzeczywistością jest Akademia Muzyczna w Bydgoszczy i klasa śpiewu Pani Małgorzaty Greli, u której z radością kontynuuję naukę. Już teraz ze smutkiem myślę o tym, że przyjdzie mi kiedyś ukończyć tę uczelnię i ją opuścić…

Dlaczego opera? Przecież na muzyce rozrywkowej można więcej zarobić. Pasja wygrała?

Ja raczej miałam wybór między byciem muzykiem a rusycystą. Kolejny zawód, na którym mogłabym sporo zarobić… Ale robić coś tylko z rozsądku, dla zapewnienia sobie godziwej przyszłości? To nie dla artysty… Wyjeżdżając na studia, powiedziałam sobie ważną rzecz. Skoro mam męczyć się, studiując to, co nie sprawia mi przyjemności, i do emerytury wykonywać zawód, którego nie lubię, to przynajmniej postudiuję przez kilka lat, to co lubię, a męczyć mogę się potem. Z myślą, że najlepsze lata i tak robiłam to, co kocham.

Pasja pasją, ale co wtedy, gdy głos odmówi Ci posłuszeństwa? Jak zarobisz na życie?

Artysta to optymista. Nie bierze tego pod uwagę. Czarne scenariusze można dopasować do każdego zawodu, bo z każdym wiąże się jakieś ryzyko. Trochę zaufania w sprawy niebiańskie i od razu jest łatwiej. A tak poważnie, to życie jest ciągłą nauką. Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się czegoś nowego. Więc jeśli jedna rzecz nie wypali, trzeba będzie podjąć się nowej. A takich rzeczy mam całą listę. Zarządzanie kulturą brzmi całkiem dobrze. Bycie wiecznym studentem? Kusząca propozycja…

Prowadzisz życie na walizkach. Jeździsz po całej Polsce i do domu. To pewnie męczące…

Zwłaszcza kiedy wypadasz z pociągu, bo nie masz nikogo, kto pomógłby ci te walizki dźwigać. Albo kierujesz ruchem w przedziale, bo jest tak dużo ludzi, że zastanawiasz się, czy wysiąść te 500 kilometrów wcześniej i iść pieszo, czy podjąć ryzyko i kontynuować podróż. Droga do domu nie jest męcząca. Gorszy jest wyjazd z niego…

fot. Festiwal FAMA

Temat zostawania piosenkarzem mamy już wyryty na pamięć. Wygrywa się program muzyczny w telewizji, trafia się na pierwsze strony gazet i tak kariera kwitnie. Ty powiedziałaś, że nigdy nie zgłosisz się do takiego programu. Czemu?

Bo jeśli coś nie wyjdzie na castingu, to filmik z wpadką będzie krążył po YT do końca życia (śmiech).

A tak naprawdę, nigdy nie chciałam, by mój rozwój zależał od osób, które bardziej lub mniej (z naciskiem na mniej) znają się na tym, czym ja się zajmuję, co chcę rozwijać, czego jeszcze się uczę. Chyba należę do ludzi, którzy wciąż widzą w sobie niedoskonałości. Te niedoskonałości trzeba dopracować, żeby pokazać się światu. Z jednej strony może to być zgubne, a z drugiej nie pozwoli doprowadzić do tego, by osiąść na laurach. Najgorsze to twierdzić, że jest się perfekcyjnym i że dalszy rozwój nie jest konieczny.

Chociaż zazdroszczę ludziom, którzy nie widząc swoich błędów i braków, prezentują się światu, bo zwyczajnie nie mają poczucia, że robią coś nie do końca dobrze. Wstyd przed pomyłką nie ogranicza ich. Brną do przodu przekonani o doskonałości, a potem okazuje się, że osiągnęli sukces. Bo po prostu coś ze sobą zrobili. Nie zostali na zawsze uwięzieni w sali ćwiczeniowej, by dopracować szczegóły bycia perfekcyjnym.

O śpiewakach operowych mało wiemy. Skończysz studia i co dalej z Tobą będzie?

Każdy, kto decyduje się na takie studia, już w czasie ich trwania podejmuje ryzyko. Nie wie, co z nim będzie. To może być nawet wybór koczowniczego trybu życia. W takich rolach sprawdzają się miłośnicy podróży. Chyba mam szansę (śmiech). To nie jest tak, że każdy wykształcony wokalista po ukończeniu studiów znajdzie wymarzoną pracę w wybranej operze. O! To by był szczyt marzeń! Takie rzeczy zdarzają się nielicznym, najlepszym. Pytanie tylko, czy chcesz być tym najlepszym? Czy robisz to dla osiągnięcia sukcesu, czy dla własnej przyjemności. Wielu z nas to z powołania nauczyciele, którzy zdobyte umiejętności będą przekazywać dalej i również będą robić to z pasją. Inni to tacy, którzy postawili sobie najwyższe cele i świetnie sobie radzą w dążeniu do nich, inwestując w swój rozwój. Takich, którzy robią to za wszelką cenę, też znajdziemy. Grunt to pozostać w tym człowiekiem i nie zapomnieć, dlaczego takie studia i zawód się wybrało.

Trzeba mieć wytrzymałe łokcie w tym zawodzie?

Dobre podparcie oddechowe i zaufanego laryngologa. Ale tak, łokcie też się przydają, bo nie raz jeszcze przyjdzie zawalczyć o siebie. Życie muzyka to ciągły konkurs. Jego praca wciąż poddawana jest ocenie. Tak naprawdę to, czy przetrwa, zależy on innych ludzi, od odbiorców, od środowiska, w jakim się obraca. Przydaje się więc umiejętność wykorzystywania łokci, ale nie kosztem innych ludzi.

Gdzie można Cię usłyszeć?

To wszystko zależy od miejsca w Polsce, w którym akurat się znajduję. Ale wygrywa Bydgoszcz. Tam głównie biorę udział w koncertach organizowanych przez moją uczelnię. Poza tym Rzeszów wciąż mi w sercu gra, dzięki czemu odpowiadam na zaproszenia i koncertuję tam.

Dla swoich a dla obcych – śpiewa się inaczej czy tak samo?

Czy to będzie bardzo szokujące, jeśli powiem, że łatwiej mi wystąpić przed kilkutysięczną publicznością albo w sali widowiskowej wypełnionej po brzegi niż samodzielnie zaśpiewać kolędę przy wigilijnym stole?

Nie będzie. Zakładałam, że mogę to usłyszeć. Á propos stołu wigilijnego – masz co robić, kiedy wracasz do domu?

Podczas każdego powrotu do domu zakładam sobie, że nie będę z niego wychodziła, żeby zwyczajnie odpocząć. Ale wtedy pojawiają się telefony od znajomych. I od razu mam ochotę się z nimi zobaczyć, bo przecież nie wiadomo, kiedy znów pojawi się taka szansa. I tak naprawdę cieszy mnie to. Cieszy mnie myśl, że mam do kogo wracać, że ktoś na mnie czeka, a odległość lub częstotliwość spotkań nie wpływają na nasze relacje. Odpoczynek odpoczynkiem, ale o przyjaciół trzeba dbać. Bardzo miłe są także spotkania z innymi ludźmi, którzy nieustannie pytają, czy będą mogli mnie gdzieś usłyszeć. Żeby wyjść im naprzeciw, staram się śpiewać, gdzie to tylko możliwe. Powrót do domu mimo wszystko zamienia się w intensywną pracę i ćwiczenie.

A intensywnie ćwicząc, pijesz jajko na surowo i inne ohydztwa, żeby dbać o głos? Czy to tylko mity?

Siemię lniane też się sprawdza (śmiech).

Marzysz o jakiejś roli operowej?

Marzenie to chyba zbyt duże słowo. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy jest taka myśl, że być może kiedyś pojawi się szansa na pracę w operze. Że będę mogła wystąpić na wielkiej scenie i pokazać to, nad czym pracowałam przez lata. Nie mam wymarzonej roli, być może dlatego, że mój głos wciąż się kształtuje i nie da się do końca sklasyfikować. Pedagodzy widzą mnie w tzw. rolach spodenkowych, czyli rolach męskich wykonywanych przez kobiety. W teatrze, także operowym, wszystko rządzi się swoimi prawami.

A wracając do marzeń, to staram się nie zamykać na możliwości, a marzę o tym, by po prostu śpiewać jak najdłużej.

Jesteś artystką. Zwykle mówi się o artystach, że nie mają pojęcia o rzeczywistości. Zburz ten stereotyp. Kto jest premierem Polski? Kto jest trenerem polskiej reprezentacji w piłkę nożną? Ile wynosi najniższa krajowa w Polsce?

Kiedy trzeba, zahaczam o tę rzeczywistość i potrafię sobie w niej poradzić. Niektóre rzeczy naprawdę nie są potrzebne do tego, by obudzić się rano i cieszyć się kolejnym dniem, który ma się do przeżycia. Mam dobry zmysł orientacji w terenie. A nie każdy go posiada. To chyba znaczy, że umiejętnie poruszam się w tej rzeczywistości.

Kiedy będzie o Tobie głośno?

Nie wiem, czy chcę, by było o mnie głośno. Bo kiedy po wszystkim zrobi się cicho… Lepiej być pozytywnie zaskoczonym niż rozczarowanym. Dlatego na nic nie czekam. Najlepsze są niespodzianki. Kto wie, co jest dla mnie przewidziane? Może wcale nie taki typowy scenariusz jak u największych gwiazd.

Dzięki. Życzę wielu zaskoczeń.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz